Wywiad z Jackiem Jaworskim – autorem debiutanckiej powieści “Kara za grzechy”

Kara za grzechy to debiut Jacka Jaworskiego, który na co dzień swoim wyjątkowym podejściem do życia porywa społeczność w social mediach jako @mistersoperfect. Jaka jest ta książka? Dokładnie taka jak Jacek – bezprecedensowa, nietuzinkowa i wciągająca – tyle o Autorze wiemy z recenzji Magdaleny Witkiewicz.

Jacek Jaworski urodził się w 1972 roku w Gdańsku. Z wykształcenia jest mgr. inż. budowy okrętów, absolwentem podyplomowych studiów ekonomicznych na Politechnice Gdańskiej oraz Master of Business Administration. Z zawodu – inżynierem budowy okrętów i managerem. To podróżnik z zamiłowania, bloger, pasjonat kuchni i dobrego wina. Z wyboru – ojciec trójki dzieci i szczęśliwy mąż Mumme, a z natury? Cóż… to wyraziciel tego, co myśli – tyle Autor mówi o sobie sam.

Czy planowałeś kiedykolwiek, że zostaniesz pisarzem? Pamiętasz pierwsze zdanie w “Karze za grzechy”?

Nie wydaje mi się, żebym planował „bycie pisarzem”, chociaż pierwsze opowiadanie – kryminał – napisałem już w podstawówce, bo taka była wtedy moda – zawarłem w nim wątki o małżeństwie, kochankach i trujących grzybach. 

Zawsze miałem bogatą wyobraźnię, która pozwalała mi sprawne poruszać się w biznesie i prowadzić po prostu ciekawe życie. Lubię układać sobie w głowie różne historie, rozpatrywać możliwe zdarzenia i warianty wariantów.

Chociaż teraz… z perspektywy czasu myślę, że musiało to we mnie gdzieś siedzieć – nie planowałem pisania książki, nie przygotowywałem się do tego, nie czytałem innych autorów, nie brałem udziału w żadnych kursach pisania. Samo dojrzało.

W zeszłym roku miałem operację przepukliny, a później przyszedł lockdown i zostałem uziemiony w domu na ponad dwa miesiące – to traumatyczne przeżycie dla człowieka, który jest cały czas w drodze, a że nie umiem siedzieć i nic nie robić, postanowiłem, że wydam pięć książek kulinarnych: SoPerfect Grill, SoPerfect Wiosna, SoPerfect Lato, SoPerfect Jesień i SoPerfect Zima – udało się wydać dwie: SoPerfect Grill i SoPerfect Wiosna, chociaż mamy przygotowany prawie kompletny materiał na wszystkie. Książki zostały wydane w postaci ebooków i zawierają naprawdę świetne przepisy – wiele z nich to autorskie receptury.

Przy okazji wydawania ebooków kulinarnych wspomniałem Ani – mojej żonie – że chciałbym kiedyś napisać prawdziwą książkę – zarysował mi się wtedy mglisty plan na pokazanie w książce sposobów dochodzenia do pieniędzy w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. 

Oczywiście, wydawało mi się to wtedy bardzo odległą perspektywą, bo jestem bardzo zajętym człowiekiem, tak zajętym… że właściwie jawiło się to zupełnie nierealne.

W styczniu tego roku poleciałem do Panamy. Wiedziałem, że praca zajmie mi tam jeden dzień i zaplanowałem sobie troszkę dłuższy pobyt z myślą o odpoczynku, gdyż ostatni rok był sprawił, że byłem wykończony. Kiedy leżałem na leżaku w hotelu Westin na Playa Bonita w Panamie, nad brzegiem morza, popijając Cuba Libre, wrócił do mnie pomysł napisania książki – zacząłem sobie w myślach układać różne scenki i bawić się nimi.

Odpocząłem tam przede wszystkim psychicznie.

Z Panamy poleciałem do Luandy w Angoli i wiedziałem, że czekają mnie dwa tygodnie kwarantanny – zaplanowałem sobie robienie trzech treningów dziennie, a że pokój miałem spory, więc mogłem sobie te treningi urozmaicać.

Po trzech dniach wypełnionym pracą i treningami postanowiłem – zaczynam pisać książkę.

Wziąłem ochoczo komputer, położyłem się do łóżka, otworzyłem plik worda i… cisza, pustka, kompletne zaćmienie umysłu: o czym mam pisać? Jak mam zacząć? Tego wieczora nie napisałem ani słowa. Poszedłem spać mocno rozczarowany. Rano wstałem – po kąpieli i śniadaniu nagle spadła na mnie wena – pisałem około ośmiu godzin bez przerwy – słowa same płynęły mi z głowy, zupełnie jakby ktoś stał mi za plecami i dyktował, co mam napisać.

Nie pamiętam samego procesu pisania – to działo się samo, gdzieś obok mnie – mam wrażenie, że w ogóle nie brałem w tym udziału.

W Luandzie spędziłem sześć tygodni, po pierwszych trzech dniach treningów zrobiłem może jeszcze trzy – w tym czasie – będąc na kwarantannie, pracowałem do południa, a później pisałem. W dni, kiedy musiałem wyjść do pracy po zakończeniu kwarantanny, właściwie nic nie pisałem – byłem wykończony upałem, za to weekendy prawie w całości przeznaczone były na książkę – najdłużej stukałem w klawiaturę przez trzynaście godzin. Z Luandy wyjeżdżałem z gotową książką.

Pierwszym zdaniem było oczywiście: „Pałac Kultury był taki szary i brzydki, a jednocześnie intrygujący i majestatyczny” – wtedy jeszcze chyba nie wiedziałem, jak dalej się akcja potoczy. W pierwszej scenie chciałem pokazać człowieka sukcesu – tak, to miała być pierwsza scena, ale Ania stwierdziła, że na początku książki musi być jakaś tajemnica, intryga, zagadka. To była świetna rada. Drugą radą, bez której bym zginął, było napisanie planu książki – wiem, że brzmi to dziwnie, ale zacząłem ją tworzyć bez żadnej rozpiski –powstała po napisaniu kilkunastu pierwszych stron. I bardzo dobrze, bo bez tego sam bym się pogubił w licznych wątkach.

Jak zbudowałeś bohatera? Jest mieszanką twoich cech, wspomnień o innych ludziach?

Bohater zbudował się sam – powstawał podczas pisania. Chciałem, żeby był „prawdziwym” facetem, czyli takim z zasadami cenionymi ponad wszystko. Moim celem było również pokazanie, że charakter to nie jest coś, co jest nam dane – kształtujemy sami poprzez różne wybory, doświadczenia i przeżycia – to, jak żyjemy, określa nas jako ludzi. 

Cechy głównego bohatera są mieszanką moich cech oraz moich wyobrażeń o cechach, które powinien posiadać ów prawdziwy mężczyzna.

Chciałem też podkreślić wagę uprawiania sportów w kształtowaniu charakteru u dzieci – sam niestety nie miałem w dzieciństwie do tego samozaparcia i ciągle coś tam zaczynałem, ale zapał szybko mijał. Nie to co teraz – obecnie trenuję po pięć, sześć razy w tygodniu. Dbam za to, aby moje dzieci uprawiały dużo sportu – motywuję je, wspieram, umożliwiam. 

Dlaczego mój bohater trenuje zapasy? Uważam, że ta dyscyplina to królowa wszystkich sportów walki – dają niesamowitą siłę, zwinność, szybkość, kondycję i wymaga bardzo dużo samozaparcia. Sam trenuję obecnie BJJ i Krav Magę, a moi synowie uprawiają właśnie zapasy. Już widać, że mam idealnych synów, a trzynastoletni Igor wykazuje cechy charakteru dorosłego faceta – wierzę, że w dużej mierze jest to spowodowane właśnie sportem.

Dobrze się bawiłeś podczas pisania? Jakbyś określił sam proces?

W zasadzie to, jak już mówiłem, niewiele z tego procesu pamiętam – ona pisała się sama, jestem przekonany, że Ania i osoby, które nad nią pracowały przed wydaniem, znają moją książkę lepiej ode mnie – ja jestem gdzieś obok, jak ją czytam, to mam wrażenie, jakby była napisana przez kogoś innego – nie umiem tego uczucia określić.

Tak naprawdę byłem w jakimś amoku, dzikim transie – czułem głód pisania i po prostu musiałem usiąść i się temu poświęcić bez reszty. Teraz mam tak samo, bo powstaje kolejna powieść.

Najbardziej się cieszyłem, że książka podoba się Ani – wysyłałem Jej kolejne rozdziały do przeczytania zaraz, jak tylko je kończyłem – i oczekiwałem oczywiście na zachwytów i pochwał – których mi nie szczędziła – kocham Ją za to. To było paliwo do pisania dalszych wątków.

Pisałem właśnie wątkami, jak już zacząłem jeden, to musiałem go dokończyć tego samego dnia, zdarzało się, że musiałem zmieniać ich kolejność, niektóre dodać, a część wykreślić z planu.

Masz wśród sporej galerii postaci, które powołałeś do życia, jakąś ulubioną? Powiązałeś ich ze sobą tak sprytnie i tak umiejętnie, że wydają się dobrze złożonymi puzzlami na końcu tej układanki

Igor jest zdecydowanie moją ulubioną postacią. Nauczycielka też jest fajna (śmiech) – to skryte marzenie każdego młodego chłopaka. Tak: Igor i Rusłan – sam chciałbym właśnie taki być. Znowu się powtórzę – postaci powiązały się same – po prostu wychodziły mi z głowy.

Ja jestem umysłem ścisłym – czy słyszysz, jak to brzmi w kontekście popełnienia książki? Bardzo dużą wagę przywiązuję do logiki, dlatego starałem się, żeby wszystkie zdarzenia, powiązania, zachowania wynikały z siebie nawzajem – często zdarzało się, ze wracałem do jakiegoś wątku, aby uzupełnić go o podwaliny kolejnej akcji.

Jestem też osobowością narcystyczną, dlatego bardzo cieszą mnie wszystkie dotychczasowe pozytywne recenzje, tym bardziej że jest to moja pierwsza, choć na pewno nie ostatnia, książka – napisana zupełnie z głowy, a raczej z serca, bez żadnego przygotowania i bez żadnego warsztatu – chociaż właściwie to moje ciekawe życie, wszystkie doświadczenia, przeżycia, podróże i ukończone szkoły są moim warsztatem.

Ta książka to po prostu ja.

Masz sentyment do lat młodości Igora? Uczyniłeś go swoim równolatkiem

Tak, mam ogromny sentyment do lat 80. i 90. – to był zupełnie inny świat – pełen zasad. Teraz wydaje się, że ludzie nie mają zasad ani kręgosłupa moralnego, co widać najlepiej w internecie: zero szacunku, pełna sztuczność, zakłamanie, frustracja, hejt – kiedyś szacunek był bardzo ważny – jeśli chciałabyś kogoś obrazić (chociaż wtedy to była abstrakcja), to musiałaś stanąć przed nim i powiedzieć mu to w twarz, licząc się oczywiście z konsekwencjami. Teraz byle gówniarz może wejść na profil na przykład Szpilki albo jakiegoś zawodnika MMA i go zupełnie bezkarnie zwyzywać albo na profil profesora i napisać mu: „włącz myślenie”.

Tak, tęsknię za światem z zasadami, bo ten, w którym przyszło mi spędzić dorosłość, nie jest ani normalny, ani prawdziwy. 

Uczyniłem Igora moim równolatkiem również dlatego, że tak mi się akurat układała akcja, no i muzyka oczywiście, do której mam ogromny sentyment – w mojej książce oś czasu wyznacza właśnie lista przebojów, które są ponadpokoleniowe – teraz już nie ma takiej muzyki.

W jednej z recenzji doceniono dokładny research i mnogość fachowych zwrotów. Czy przypilnowanie tego sprawiło ci trudność?

Zawsze bardzo dbam o szczegóły – zajmując się biznesem, muszę to robić – dlatego właściwie jest to stała składowa mojego życia. 

Mam bardzo ciekawe życie i mnóstwo znajomych, którzy są fachowcami w różnych dziedzinach – sam mogę się określić ekspertem w kilku, z uwagi na swoje wykształcenie i zainteresowania – dlatego, kiedy tylko jakiś fragment książki wymagał fachowego podejścia, albo opierałem się na swojej wiedzy albo zawsze miałem do kogo zadzwonić z prośbą o konsultację. Wszystkim, którzy udzieli mi fachowego wsparcia, chciałbym tutaj jeszcze raz podziękować.

Uważam, że pisanie czegokolwiek bez dokładnego sprawdzenia faktów, czy historii itd. jest po prostu pełną amatorszczyzną, a wręcz formą oszustwa względem Czytelnika. 

Podoba ci się pisanie? Jakie emocje towarzyszyły ci na początku, w środku i teraz, gdy książka trafiła już do Czytelników?

Bardzo mi się spodobało. Już wiem, że właśnie to chcę robić w życiu i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będę mógł zostawić wszystko inne i zająć się tylko pisaniem, oczywiście wszystko zależy od tego, jak moja debiutancka powieść zostanie przyjęta przez Czytelników – chociaż nie wyobrażam sobie, jak mogłaby się komuś nie spodobać – wiem znowu ten narcyzm (śmiech).

Kiedy zacząłem pisać, byłem niesamowicie podekscytowany, później jak w transie, liczyła się tylko książka, a teraz… no cóż, już o niej zapomniałem – teraz żyję już kolejną. Mimo że jestem silnym facetem, kiedy buduję tę nową historię i kiedy piszę jej fragmenty, często mam w moich łzy, mało tego – kiedy opowiedziałem ją jednemu ze swoich trenerów, ten się popłakał – to w zasadzie chyba najlepsze podsumowanie, jeśli chodzi o zawarty w niej ładunek emocjonalny.

Czy ta kolejna historia będzie równie dynamiczna i pełna zaskakujących fragmentów? 

Oczywiście! Mam plan na jeszcze trzy w tym roku, ale muszę polecieć najpierw na Dominikanę i do Czeczenii – bo tak właśnie, poważnie, podchodzę do wspomnianego researchu. 

Nie chcę pisać nudnych czy przeciętnych książek – każda będzie pełna zaskoczeń, chociaż nie wszystkie pewnie tak dynamiczne… chociaż jestem niespokojnym duchem i nie wiem, czy będę potrafił pisać inaczej.

Nie mam w głowie gotowych historii – one się zaczną układać, kiedy zacznę pisać. Wiem jedno, książka, nad którą właśnie siedzę, będzie pełna wzruszeń – to znaczy nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek dobry człowiek mógł przejść obok niej obojętnie. 

Jak już wspomniałem, chciałbym, żeby pisanie stało się moim nowym sposobem na życie.

Ale najpierw muszę się uporać z bieżącymi sprawami, żeby mieć wolną głowę.

2.5 2 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
O.błędna
O.błędna
1 rok temu

Brawo Jacek. Jestem pełna podziwu, stałeś się swego rodzaju moim Mentorem i wzorem do naśladowania. Ale to już wiesz.

Shopping Cart
1
0
Would love your thoughts, please comment.x